Świąteczna wpadka Google

Chcąc wzmocnić społecznościowy aspekt swojego czytnika kanałów RSS Google wprowadziło zasadę, że udostępnione przez użytkownika nagłówki widoczne są dla wszystkich jego kontaktów w komunikatorze Google Talk. Blogerzy z USA ostro skrytykowali ten krok - podał serwis news.com.danym artykule ikonkę share. Elementy pojawią się na specjalnej stronie WWW, która ma na tyle trudny do odgadnięcia adres, że tylko wtajemniczone osoby są w stanie na nią wejść.

W ubiegłym tygodniu Google wprowadziło zasadę, że wszystkie udostępnione nagłówki widoczne są także dla kontaktów użytkownika w Google Talk. Nowemu rozwiązaniu sprzeciwili się amerykańscy blogerzy. Argumentowali oni: Nie wszystkie osoby na liście w komunikatorze to dobrzy przyjaciele, niektórych zna się bardzo słabo. Po co pokazywać im swoje ulubione kanały RSS?

Krytycy nie domagali się usunięcia nowej funkcji, bardziej jej uelastycznienia. Miała być opcjonalna, a nie obowiązkowa. Google jak na razie nie zdecydowało się na modyfikacje. W swoim korporacyjnym blogu firma wyjaśniła jedynie motywy “reformy”, opisując przy okazji jak wyczyścić listę udostępnionych nagłówków. Danny’emu Sullivanowi z popularnego bloga Search Engine Land to nie wystarczyło. Stwierdził: Powinno się tę usługę wyłączyć i stworzyć ją od nowa tak, aby każdy mógł ustalać własną listę osób, którym udostępnia nagłówki.

Wyższa inflacja bazowa

Według Narodowego Banku Polskiego inflacja bazowa wzrosła w listopadzie do poziomu 3,6 proc.
Miesięczny wskaźnik inflacji bazowej (CPI) wyniósł w listopadzie 0,7 proc. i był o 0,1 pkt. proc. niższy niż w październiku. W skali roku inflacja bazowa wzrosła jednak do 3,6 proc. z poziomu 3 proc. w październiku.

W ujęciu miesiąc do miesiąca wskaźnik inflacji bazowej po wyłączeniu cen o największej zmienności wyniósł 1,1 proc., a po wyłączeniu cen o największej zmienności i cen paliw miał wartość 1 proc. Inflacja bazowa bez cen kontrolowanych osiągnęła poziom 0,7 proc., bez cen żywności i paliw (inflacja netto) –  0,2 proc., a po uwzględnieniu 15-proc. średniej obciętej - 0,3 proc.

W ujęciu rocznym wskaźniki inflacji bazowej kształtowały się następująco: po wyłączeniu cen kontrolowanych - 3,4 proc., bez cen o największej zmienności - 3,5 proc., bez cen o największej zmienności i cen paliw - 3 proc., bez cen żywności i paliw - 1,5 proc., po uwzględnieniu15-proc. średniej obciętej - 3,2 proc.

Inflacja bazowa jest dodatkową miarą inflacji, która służy śledzeniu dynamiki cen w dłuższym okresie. Jej wskaźniki zostały określone tak, by umożliwić wyeliminowanie wpływu zjawisk przejściowych, sezonowych wahań, nagłych, jednorazowych zmian w podaży lub popycie.

Nowa szczepionka uratowała 300 dzieci

Już ponad 300 angielskich dzieci uniknęło poważnej choroby dzięki wprowadzonej rok temu szczepionce przeciw pneumokomom.

Szczepionka, podawana w wieku dwóch i czterech miesięcy z dawką przypominającą w wieku 13 miesięcy chroni przed zapaleniem płuc oraz zapaleniem opon mózgowych. Udało się zaszczepić 86 procent dzieci, docelowo ma to być 95 procent.

Według odpowiadającego za szczepienia prof Davida Slasbury’ego, dzięki szczepieniom około 300 dzieci nie zachorowało na groźną infekcje. Nie zaobserwowano istotnych skutków ubocznych szczepień.
Niektórzy rodzice uważają szczepienia za szkodliwe, uważając że ewentualne “naturalne zachorowanie” przy obecnym stanie medycyny nie jest istotnym zagrożeniem. Jednak w przypadku pneumokokowego zapalenia opon mózgowych u niemowląt w około połowie przypadków choroba pozostawia trwałe następstwa - głuchotę, upośledzenie umysłowe, problemy z mową, porażenia, padaczkę czy utratę wzroku.

Początki cywilizacji w Centrum Nauki Kopernik

Ekspozycja stała w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie zostanie powiększona o nowoczesny dział zatytułowany “Korzenie cywilizacji”. Umowę w sprawie stworzenia ekspozycji podpisali 19 grudnia Robert Firmhofer - dyrektor CNK oraz Axel Hüttinger -  prezes firmy Kurt Hüttinger GmbH, która specjalizuje się w tworzeniu galerii w centrach nauki.
Wystawa „Korzenie cywilizacji” zajmie powierzchnię ponad tysiąca metrów kwadratowych. Przestrzeń wypełni osiemdziesiąt eksponatów, które zostaną zaaranżowane wokół pięciu głównych tematów: Woda, Ogień, Narzędzia, Rytm i Piękno. Główną grupą docelową będzie młodzież szkolna, jednak i dzieci znajdą w galerii coś dla siebie – m.in. instalację wodną, gdzie będzie można budować statki, tamy czy wodociągi.

Starsi będą badać przeszłość bardziej współczesnymi metodami – przy użyciu radaru, wykrywającego obiekty ukryte w ziemi, oraz robota do eksploracji wnętrz grobowców, świątyń czy pieczar. Będzie można samodzielnie wznieść gotyckie mury z przyporami, różne rodzaje sklepień, a także sprawdzić, dlaczego oranie sochą było mniej efektywne niż pługiem. Wiele eksponatów nawiąże do matematyki, np. puzzle, które wymagają rozwiązania logicznego lub matematycznego problemu, wstęga Moebiusa, po której jeździć będą małe pojazdy, czy urządzenia nawigacyjne, którymi trzeba się posłużyć na pełnym morzu.

Galeria ma być gotowa na otwarcie pierwszego modułu Centrum jesienią 2009 r. Przeznaczono na nią 7 mln. złotych. Środki na tworzenie ekspozycji stałej Centrum Nauki Kopernik otrzymało z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Firma Hüttinger ma na swoim koncie wiele wystaw w centrach nauki na całym świecie, m.in. w Chinach, Finlandii, Francji, Rosji, Syrii, Tajlandii, Turcji, Wielkiej Brytanii i oczywiście w Niemczech.

Odkryto białko uszkadzające barierę krew-mózg

Białko o nazwie ALCAM służy aktywnym i potencjalnie niebezpiecznym komórkom układu odpornościowego do przekraczania bariery krew-mózg - informują naukowcy z Kanady na łamach pisma “Nature Immunology”.

W normalnych warunkach fizjologicznych krążenie krwi w mózgu jest oddzielone od krążenia reszty naszego organizmu, barierą krew- mózg, którą tworzą komórki wyściełające naczynia krwionośne. Jest to rodzaj zabezpieczenia mózgu, przez który przenikają tylko niezbędne cząsteczki.

U zdrowego człowieka do mózgu przedostaje się niewielka liczba komórek układu immunologicznego, inaczej dzieje się podczas chorób układu nerwowego przebiegających ze stanem zapalnym. Wówczas bariera krew-mózg zostaje osłabiona, a potencjalnie niebezpieczne aktywne komórki układu odpornościowego dostają się do centralnego układu nerwowego. Alexandre Prat wraz z zespołem z CHUM-Notre-Dame Hospital w Montrealu, odkrył, że białko ALCAM odpowiedzialne za przyleganie komórek pomaga komórkom układu odpornościowego przechodzić przez barierę krew-mózg. Naukowcy wykazali, że zablokowanie działania białka ALCAM łagodzi przebieg i rozwój choroby, która jest mysim odpowiednikiem stwardnienia rozsianego u ludzi.

Badacze zaobserwowali również, że w przepuszczaniu komórek układu immunologicznego przez barierę krew-mózg pomaga białku ALCAM, inna cząsteczka o nazwie ICAM1.

Autorzy pracy podkreślają, że w kolejnych badaniach trzeba będzie sprawdzić czy zahamowanie działania białka ALCAM okaże się pomocne w leczeniu chorób zapalnych układu nerwowego u ludzi.

SMS zamiast świątecznych kartek

Podczas świąt operatorzy sieci komórkowych przesyłają trzy do czterech razy więcej wiadomości SMS niż w pozostałe dni roku. Rośnie liczba osób składających sobie życzenia w ten sposób. Jednak w związku z obciążeniem sieci zdarza się, że świąteczne lub noworoczne życzenia dochodzą z kilkugodzinnym opóźnieniem.

„W ubiegłym roku z okazji świąt Bożego Narodzenia złożyliśmy sobie ok. 230 mln tekstowych życzeń‚ a z okazji Nowego Roku – ok. 320 mln. Gdyby dodać esemesy wysyłane za pośrednictwem podłączonych do Internetu komputerów, statystyki podniosą się o ok. 15 – 20 proc.” – czytamy w dzisiejszej „Rzeczpospolitej”.

<!—->

„Na dwa dni – Wigilię i sylwestra – przypadło ponad 2 proc. ze wszystkich 26 mld esemesów‚ jakie Polacy wysłali w 2006 r. Można szacować‚ że tylko przez te dwa dni polscy operatorzy GSM mieli 110 – 130 mln zł brutto przychodów z esemesów. Ich liczba w tym roku wzrośnie prawdopodobnie niewiele mniej niż w 2006‚ więc w te święta operatorzy mogą zyskać na nich 120 – 140 mln zł. Przychody nie rosną tak szybko, ponieważ ceny esemesów spadają. W całym 2007 r. krótkie wiadomości tekstowe przyniosą polskim operatorom 3‚5 – 4 mld zł brutto. To drugie co do wielkości źródło ich przychodów po zwykłych połączeniach telefonicznych” – czytamy dalej.

Niestety przesyłając życzenia drogą esemesową musimy pamiętać, że mogą one nie dotrzeć do adresata natychmiast. W związku z przeciążeniem sieci może to potrwać nawet kilka godzin. W związku z tym operatorzy radzą wysyłać życzeniowe wiadomości odpowiednio wcześniej, zwłaszcza w sylwestra.

Więcej na ten temat w dzisiejszej „Rzeczpospolitej”, w artykule Łukasza Deca „SMS: świąteczne szaleństwo”.

UFO i szalone teorie naukowe

Zdecydowana większość obserwacji zjawisk UFO to zjawiska wytłumaczalne lub zwykłe fałszerstwa. Szalonymi teoriami kosmicznymi zajmie się w piątek 21 grudnia dr Tomasz Mrozek, heliofizyk z Uniwersytetu Wrocławskiego. Uczony spróbuje też wyjaśnić, czemu uczeni nie chcą polemizować z paranaukowymi rewelacjami.

- Zaproponuję słuchaczom racjonalne podejście do zjawisk UFO i tzw. paranaukowych teorii, które niestety przebijają się łatwiej do szerokiego kręgu odbiorców niż prawdziwe odkrycia - mówi doktor Mrozek.

Będzie opowiadał o rzekomo niezidentyfikowanych obiektach latających i badaniach paleoastronautyków, którzy utrzymują, że w przeszłości mieliśmy kontakt z cywilizacjami pozaziemskimi, a nawet że gatunek homo sapiens został stworzony przez przybyszów z kosmosu.

- Ze względu na ogrom materiału przedstawię i wytłumaczone jedynie wybrane przykłady dziwnych obserwacji i szalonych teorii - zastrzega prelegent.

Trzeci w tym roku akademickim popularnonaukowy wykład w Instytucie Astronomicznym przy ul. Kopernika 11 we Wrocławiu rozpocznie się o godz. 17.00. Po spotkaniu, jeśli pogoda dopisze, będzie można wejść pod kopułę obserwatorium i oglądać niebo przez teleskop.

Zapracowani, roztargnieni czy bezbożni?

Od 1996 r. aż siedem razy wzrosła liczba prac, które naukowcy wysłali do opublikowania w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia - donoszą w “Nature” badacze z Oksfordu.

Sugerują, że do pracowitego spędzania świąt może skłaniać coraz większa konkurencja w świecie nauki, gdzie rządzi zasada “publikuj albo giń”. Albo też rośnie obciążenie wykładami i obowiązkami administracyjnymi, które zabierają czas na badania. Niewykluczone, że naukowcy stają się coraz mniej religijni. A może też po prostu bardziej roztargnieni?Badacze z Oksfordu apelują: „Choć Boże Narodzenie wydaje się idealną okazją, by oddać się błogiej, nieprzerwanej pracy badawczej, nakłanialibyśmy jednak kolegów, by wyłączyli laptopy i choć trochę poczuli atmosferę świąt. Nigdy nie wiadomo, być może św. Mikołaj przyniesie wam prezent - publikację w »Nature «!”.
Źródło: Gazeta Wyborcza

Dzieci spod mikroskopu, czyli wszystko o zapłodnieniu in vitro

Trwa burzliwa dyskusja na temat zapłodnienia in vitro. Padają pytania: Refundować czy nie? Czy to metoda leczenia, czy tylko eksperyment medyczny? Ile Polaków z niej korzysta, a ilu więcej mogłoby skorzystać?

Jedno trzeba stwierdzić jasno - zapłodnienie in vitro (IVF) jest metodą leczenia, która pomogła tysiącom ludzi. Musi nią być, skoro chorobą jest niepłodność, a z nią przecież walczymy za pomocą IVF. Takiego stanowiska broni, i to od lat, Światowa Organizacja Zdrowia, która ma tu głos decydujący. Sprawa jest o tyle poważna, że niepłodność to choroba społeczna, czyli dotykająca dużej części populacji. Jak się szacuje, w Polsce, podobnie jak w całej Europie, problemy z poczęciem dziecka ma co szósta para. Tymczasem w naszym kraju wykonuje się 3-3,5 tys. tzw. cykli wspomaganego rozrodu rocznie. A powinno się, zdaniem ekspertów, co najmniej 25-28 tys.Na czym polega zapłodnienie in vitro?

Na początku kobiecie podaje się hormony. Dzięki temu jajniki w pojedynczym cyklu są w stanie wytworzyć nie jedną, lecz kilka, a nawet kilkanaście, komórek jajowych. Z reguły pobiera się ich od 5 do 15. Nie wszystkie nadają się do zapłodnienia. Wybiera się tylko te w pełni dojrzałe (choć istnieją już techniki, dzięki którym jajeczka są w stanie dojrzeć również w laboratorium). Jajeczka łączy się z plemnikami, w wyniku czego dochodzi do zapłodnienia i powstania zarodków. Do macicy wszczepia się maksymalnie dwa z nich, choć ostatnio lekarze najczęściej decydują się tylko na jeden. Reszta zarodków jest zamrażana. - Trzeba wyraźnie powiedzieć, że mrożenie embrionów wcale nie kończy się ich śmiercią. To wręcz umożliwia im przeżycie. W Polsce nikt zarodków nie niszczy i nigdy nie niszczył - mówi “Gazecie” dr Katarzyna Kozioł z warszawskiej Przychodni Leczenia Niepłodności “nOvum”.

Problem z “nadprogramowymi” zarodkami jest głównym punktem spornym w dyskusji zwolenników i przeciwników in vitro. Przeciwnicy podnoszą właśnie argument, że zarodki, które nie będą wykorzystane podczas IVF, zginą. Zwolennicy przypominają, że dana para może zapragnąć więcej potomstwa (tak się często dzieje - rekordziści z kliniki nOvum doczekali się już piątki pociech). Wiele klinik na samym początku prosi też swoich pacjentów o podpisanie dokumentu, w którym zobowiązują się, że w przypadku, gdy dojdą do wniosku, że nie chcą mieć już więcej dzieci, swoje zarodki przekażą innej parze.

Faktem jednak jest, że zawsze jakieś zarodki pozostaną. Dlatego wiele osób wskazuje rozwiązanie, które mogłoby stanowić nić porozumienia. Chodzi o to, by w ramach IVF doprowadzać do powstania dokładnie takiej liczby zarodków, jaka potem będzie wykorzystana. Takie prawo obowiązuje np. we Włoszech. Gdy dana para chce mieć dziecko, zapładnia się tylko jedno lub dwa jajeczka i od razu się je wszczepia. Gdy terapia się nie powiedzie, cały proces powtarza się od początku, bez zamrażania i przechowywania zarodków.

Warto wspomnieć, że takie właśnie były początki IVF. Od matki, która urodziła słynną Louise Brown (pierwsze poczęte 29 lat temu metodą in vitro dziecko) pobrano tylko jedną komórkę jajową. Przez lata opierano się na naturalnym cyklu kobiet i pobierano od nich jedno, góra dwa jajeczka. Nie stosowano stymulacji hormonalnej, co miało zarówno zalety, jak i wady. Zaletą jest to, że unikano w ten sposób obciążenia dodatkowymi hormonami, a te nigdy nie są obojętne dla organizmu kobiety. Wadą - o około połowę mniejsza skuteczność IVF, co może narazić pacjentkę na kolejne zabiegi. Właśnie w celu podniesienia skuteczności wprowadzono hormony. - Wygląda na to, że być może trzeba będzie cofnąć się do początków - mówi dr Kozioł.

Techniki wspomaganego rozrodu

Wyróżniamy cztery podstawowe techniki wspomaganego rozrodu, czyli tzw. ART (Assisted Reproductive Technics).

Klasyczne zapłodnienie in vitro (IVF). Metodę stosuje się, gdy oba jajowody są niedrożne lub nie ma ich w ogóle. Z jajników pobiera się komórki jajowe i umieszcza razem z plemnikami na specjalnym podłożu. Jeżeli dojdzie do zapłodnienia, zarodek po 2-5 dniach wszczepiany jest bezpośrednio do macicy. Sam zabieg kosztuje ok. 5-6 tys. zł., wcześniejsza kuracja hormonalna - 2-3 tys. zł.

Bardziej zaawansowaną techniką jest tzw. dokomórkowe wstrzykiwanie plemników (ICSI). Stosuje się je, gdy w nasieniu mężczyzny jest zbyt mało plemników lub nie ma ich wcale. Pobiera się je wtedy bezpośrednio z najądrzy bądź jąder. Wyselekcjonowany plemnik jest wstrzykiwany do komórki jajowej pod mikroskopem przy użyciu specjalnych narzędzi. Zabieg kosztuje ok. 1 tys. zł więcej niż w klasycznym IVF.

Istnieją jeszcze dwie inne metody: tzw. dojajowodowe przeniesienie plemników i jajeczka (GIFT) oraz dojajowodowe przeniesienie zarodka (ZIFT). W GIFT, jeśli co najmniej jeden jajowód jest drożny, umieszcza się w nim pobrane wcześniej plemniki i gotowe do zapłodnienia jajeczka. W ZIFT jajeczko jest zapładniane w laboratorium, a powstały w ten sposób zarodek umieszczany jest w drożnym jajowodzie. Dziś zarówno GIFT, jak i ZIFT praktycznie wyszły z użycia. W obydwu przypadkach konieczna jest bowiem operacja z całkowitym znieczuleniem kobiety. Przy klasycznym zapłodnieniu in vitro oraz dokomórkowym wstrzykiwaniu plemników nie ma takiej potrzeby. Do pobrania jajeczek wystarcza znieczulenie miejscowe, a wszczepienie zarodka do macicy nie wymaga nawet tego, bo w ogóle nie boli.

Zgodnie z dzisiejszą wiedzą naukową techniki wspomaganego rozrodu są bezpieczne - ryzyko wystąpienia jakichkolwiek zaburzeń rozwoju płodu jest takie samo jak przy naturalnym poczęciu. Są też skuteczne - szanse na zajście w ciążę podczas jednego cyklu zapłodnienia in vitro wynoszą ok. 20-25 proc. (w najlepszych klinikach skuteczność sięga 40 proc.) To nawet trochę więcej niż w przypadku zdrowej, regularnie współżyjącej pary.

W większości krajów Unii Europejskiej, m.in. we Francji, w Wielkiej Brytanii, Chorwacji, na Węgrzech, w Słowenii czy Czechach państwo refunduje zabiegi wspomaganego rozrodu, a przynajmniej kilka pierwszych cykli.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Hello world!

Welcome to WordPress.com. This is your first post. Edit or delete it and start blogging!

« Poprzednia strona