Archiwum kategorii ‘nauka’

Diagnoza przez internet

Madeleine Robb z Manchesteru zauważyła na zamieszczonym w Internecie zdjęciu z pierwszych urodzin dziewczynki z Florydy wczesne objawy siatkówczaka (łac. retinoblastoma). Napisała maila do jej matki Megan Santos, doradzając wizytę u lekarza. Od jednej z siatkówek inaczej odbijało się światło, przez co wyglądało na zamglone. Gdy podejrzenia Brytyjki się potwierdziły, dziecko przeszło operację i chemioterapię.

Czy pamięć ocali słonie?

Globalne ocieplenie zagraża wielu gatunkom zwierząt. Być może jednak część z nich będzie potrafiła się obronić. Naukowcy przeprowadzili eksperyment, z którego wynika, że przed zagładą mogą uchronić się słonie. Wszystko dzięki świetnej pamięci tych zwierząt.

W latach 1958-1961 susza zabiła tysiące słoni na teranach obecnego Parku Narodowego Tarangire. W 1993 roku sytuacja znowu się powtórzyła. Wówczas zaobserwowano, że śmiertelność wśród młodych słoni sięgnęła 20% (padło 16 z 81 młodych), czyli 10-krotnie więcej niż zwyczajowa 2-procentowa śmiertelność.

Charles Foley wraz z kolegami z nowojorskiego Wildlife Conservation Society przyjrzeli się trzem rodzinom słoni. Chcieli sprawdzić, czy zwierzęta pamiętały tragiczne skutki suszy z lat 1958-1961.

W dwóch rodzinach, które opuściły region podczas suszy w roku 1993 padło w sumie jedynie 5 młodych. Z kolei rodzina, która pozostała w okolicy, straciła 11 z 27 młodych. Naukowcy są pewni, że migracja, gdy rozpoczęła się szusza nie była przypadkowa. Okazało się bowiem, że w skład obu rodzin, które odeszły, wchodziły stare samice. Natomiast w rodzinie, która została, nie było zwierzęcia na tyle wiekowego, by mogło pamiętać suszę z przełomu lat 50. i 60. Wszystkie starsze osobniki zostały zabite przez kłusowników w latach 70. i 80.

Wspomniane obserwacje to kolejny dowód na fenomenalną pamięć słoni. Już wcześniej zaobserwowano, że zwierzęta te pamiętają po latach członków swojej rodziny czy też wiedzą, gdzie znajdują się pola minowe i potrafią ich unikać.

Teraz wiemy, że nauczone doświadczeniem potrafią też unikać regionów suszy. A te, zdaniem naukowców, będą występowały coraz częściej.

Badania nad pamięcią słoni to również argument za zdecydowaną walką z kłusownictwem. Kłusownicy zabijają bowiem stare zwierzęta dla ich dużych kłów. Gdy ginie wiekowy osobnik, wraz z nim ginie pamięć o niebezpieczeństwach i zagrożona jest przyszłość całego stada.

Dopiero co odkryte, już zagrożone

Organizacja Wildlife Conservation Society (WCS) alarmuje, że małpy  kipunji (Rungwecebus kipunji) znajdują się na skraju wyginięcia. Kipunji były sensacją roku 2006, gdy okazało się, że jest to nieznany wcześniej gatunek naczelnych – pierwszy odkryty od roku 1923.

Przeprowadzone właśnie badania wykazały, że na wolności żyje tylko 1117 tych małp. Waga kipunji wynosi od 10 do 16 kilogramów, a gdy zwierzę stoi wyprostowane na dwóch łapach, mierzy około 90 centymetrów. Zwierzęta żyją w dwóch izolowanych od siebie częściach Tanzani. Każda grupa składa się z 30-36 osobników, zajmujących terytorium nie większe niż kilometr kwadratowy. Są one spotykane w sumie na obszarze 73 kilometrów kwadratowych w lasach gór Tanzanii. Nawet i tak mały obszar jest jednak zagrożony przez nielegalną wycinkę drzew, a same zwierzęta stają się łupem kłusowników.

WCS proponuje wpisania kipunji na listę gatunków skrajnie zagrożonych. Organizacja próbuje obecnie wypracować mechanizmy, które pozwolą zachować gatunek.

Nowoczesne leki będą bezpieczniejsze

Specjaliści z amerykańskiego Narodowego Instytutu Standardów i Technologii (NIST, od ang. National Institute of Standards and Technology) opracowali technikę, która pozwoli lepiej kontrolować proces produkcji wielu nowoczesnych leków. Celem nowej metody jest precyzyjne wykrywanie zlepów, które mogą powstawać w preparatach zawierających białka.

Ostatnie lata przyniosły ogromny postęp w dziedzinie produkcji leków zawierających białka jako główny składnik. Mają one wiele zalet, takich jak idealne naśladowanie funkcji swoich naturalnych odpowiedników czy stosunkowo niska częstotliwość pojawiania się objawów ubocznych. Do największych wad tego typu produktów należy naturalna tendencja niektórych protein do agregacji, czyli tworzenia zlepów np. w razie nieprawidłowego przechowywania. Istnieje wówczas ryzyko wywołania poważnej odpowiedzi immunologicznej, mogącej trwale upośledzić niektóre funkcje organizmu. Opracowana technologia pozwala znacznie ograniczyć ryzyko tak dramatycznych wydarzeń.

Nowa procedura powstała na zlecenie FDA (ang. Food and Drug Administration), amerykańskiego urzędu odpowiedzialnego m.in. za rejestrację leków oraz kontrolę ich jakości. Opiera się ona o technikę analityczną, zwaną ES-DMA (od ang. electrospray differential mobility analysis; “oficjalnej” polskiej nazwy dotychczas nie ustalono). Polega ona na rozpylaniu badanej substancji, a następnie nadawaniu każdej kropli ładunku elektrycznego. Kolejnym etapem jest przyłożenie pola elektrycznego w celu wywołania ruchu każdej drobiny. Ponieważ ładunek każdej kropli jest identyczny, szybkość ich przemieszczania jest tym większa, im lżejsza jest dana drobina. Zawieszone w aerozolu złogi białkowe są cięższe od kropelek wody, dzieki czemu możliwe jest ich wykrycie w badanej próbce.

Inżynierowie z NIST oceniają, że stosowana przez nich metoda mogłaby być zastosowana także do wykrywania niektórych cząstek biologicznych, np. wirusów. Pozwoliłoby to na szybką i wiarygodną analizę nosicielstwa wielu czynników chorobotwórczych, o ile tylko udałoby się przygotować odpowiednio uwodnioną i rozdrobnioną próbkę.

Rewolucja programistyczna

Anwar Gholoum, jeden z inżynierów zatrudnionych w intelowskim Laboratorium Technologii Mikroprocesorowych, opublikował na oficjalnym blogu Intela wpis, w którym zwraca programistom uwagę na poważne zmiany, jakie zajdą w najbliższych latach.

Gholoum wspomina o rozmowach, jakie toczy z innymi inżynierami. Z jednej strony od lat mówi się o tym, że osoby rozwijające oprogramowanie starają się jak najmniejszym kosztem przystosować je do pracy na dwu- czy czterordzeniowych procesorach. Z drugiej zaś, inżynierowie już dyskutują o procesorach przyszłości, zawierających dziesiątki, setki, a nawet tysiące rdzeni. W przypadku takich procesorów taktyka “oszczędnego” programowania się nie sprawdzi.

Obecnie programiści w dość prosty sposób przystosowują np. gry napisane dla procesorów jednordzeniowych, do współpracy z czterordzeniowymi układami. Wystarczy, że “rozbiją” pojedynczy wątek na kilka oddzielnych: jeden odpowiedzialny za przetwarzanie muzyki, drugi za grafikę, trzeci za sztuczną inteligencję. Taka taktyka zapewnia spore oszczędności, gdyż “rozbite” wątki korzystają z pierwotnego kodu pojedynczego wątku, więc ich przygotowanie nie wymaga dużo pracy. Zmiany takie powodują pewne zwiększenie wydajności, gdyż każdy z wątków może być przetwarzany przez osobny rdzeń. Jeśli zatem rozdzielimy oryginalny wątek na 4, to będą one korzystały z 4 i tylko z 4 rdzeni.

Gholoum uważa, że programiści powinni przygotować się do całkowitej zmiany podejścia. Tak naprawdę procesory przyszłości będą wymagały przepisania niemal całego kodu tak, by każdy z wątków mógł skorzystać z dowolnej dostępnej liczby rdzeni. Dopiero wtedy w pełni wykorzystamy wydajność wielordzeniowych procesorów.

Już w tej chwili istnieją techniki, które działają właśnie w ten sposób. Bardzo dobrze skaluje się ray tracing, czyli śledzenia światła w wirtualnych scenach. Wykorzystywane w tym przypadku algorytmy są tak skonstruowane, że dołożenie kolejnych rdzeni powoduje zwiększenie prędkości przetwarzania, gdyż potrafią one skorzystać z dodatkowych mocy obliczeniowych.

Większość aplikacji jest jednak napisanych tak, że ich skalowanie będzie wymagało olbrzymiego nakładu pracy. Tym bardziej, że zarówno współczesne narzędzia developerskie i testowe oraz języki programowania są mocno zorientowane na przetwarzanie jednowątkowe.

Gholoum zauważa, że programiści specjalizujący się w rynku HPC (high-performance computing) od lat wiedzą o problemach związanych z przetwarzaniem wielowątkowym. Osoby programujące na rynek konsumencki jak dotąd nie przejmowały się kłopotami, z jakimi musieli zmagać się ich koledzy oprogramowaujący potężne klastry. W najbliższych latach może się to zmienić.

Standaryzacja OOXML wstrzymana

Międzynarodowa Organizacja Normalizacyjna (ISO) wstrzymała proces standaryzacji microsoftowego formatu OOXML. Decyzja pozostaje w zawieszeniu na kilkanaście miesięcy.

W kwietniu bieżącego roku ISO ogłosiło, że uznaje OOXML za międzynarodowy standard i dała krajom członkowskim 2 miesiące na złożenie protestu przeciwko tej decyzji. Sprzeciwiły się jej cztery kraje: Indie, Brazylia, RPA i Wenezuela. Skarżyły się one na to, iż OOXML uznano za standard dzięki tzw. szybkiej ścieżce, przez co nie było wystarczająco dużo czasu na jego dogłębne przedyskutowanie. Ponadto protestujący stwierdzili, że nie jest on w pełni kompatybilny z innymi formatami.

Teraz protest czterech krajów będzie rozpatrywany przez sekretarza generalnego ISO oraz sekretarza generalnego Międzynarodowej Komisji Elektrotechnicznej (IEC). Obaj mają 30 dni na przeprowadzenie konsultacji i wydanie opinii. Po tym terminie muszą przekazać swoją opinię do Rady Technicznej ISO i Rady Standaryzacyjnej IEC. Ciała te podejmują decyzję, czy sprawie należy nadać dalszy bieg. Jeśli uznają, że protesty należy rozważyć, przewodniczący obu rad powołają specjalne komisje, które będą zastanawiały się, jak dalej postąpić.

Cały proces może potrwać kilkanaście miesięcy.

Zmutowana żywność zaleje nasze sklepy

Polska nie będzie słynęła z ekologicznych upraw. Rośliny, które wyrosną na polskich polach, już od przyszłego roku będą w części zmodyfikowane genetycznie. Minister rolnictwa zdradził DZIENNIKOWI, że Unia nie dopuści do tego, by polski rząd zakazał mutowania upraw. Każdy rolnik będzie więc mógł zasiać np. – brzmiącą złowieszczo – kukurydzę MON810.

Polska nie będzie krajem wolnym od roślin genetycznie modyfikowanych. Jeszcze w tym roku polscy rolnicy zyskają prawo do ich uprawy – zapowiada w rozmowie z DZIENNIKIEM minister rolnictwa Marek Sawicki.

To bezpośredni efekt poniedziałkowego upomnienia Komisji Europejskiej. Według Brukseli Polska nie przedstawiła Komisji żadnych naukowych argumentów, które dowodziłyby szkodliwości roślin modyfikowanych genetycznie. Polski rząd chciał, aby nasz kraj został uznany za “wolny od GMO”, czyli taki, w którym uprawa roślin zmienionych genetycznie jest zakazana, podobnie jak hodowla zwierząt karmionych paszami z takich upraw. Poza Polską także Włochy, Austria i Słowenia starały się o uzyskanie zakazu uprawy GMO.

Minister Marcek Sawicki zapowiada, że po dostosowaniu polskiego prawa do wymagań UE każdy rolnik będzie mógł zasiać pole roślinami GMO, choć tak oddzielonymi od reszty upraw, aby zmienione nasiona nie przedostały się do środowiska. Na razie Bruksela zezwala jedynie na uprawę jednej rośliny – kukurydzy MON 810, która jest odporna na omocnicę prosowiankę. Jej zasiew jest dla rolników opłacalny, bo nie muszą obawiać się szkodników. Jednak w kolejce na zgodę Unii czeka już szereg innych roślin genetycznie zmodyfikowanych, które będą mogły być uprawiane w naszym kraju. Wśród nich szczególnie popularna może okazać się soja przeznaczona na pasze. Zapowiadana przez Marka Sawickiego zmiana przepisów oznacza także, że możliwy będzie import do naszego kraju nie tylko pasz, ale także produktów GMO bezpośrednio przeznaczonych do konsumpcji. A wśród nich nowe odmiany buraka i kukurydzy.

Unia Europejska została zmuszona do zniesienia zakazu importu żywności GMO, podobnie jak teraz Polska. Tyle, że pod naciskiem Stanów Zjednoczonych. Bruksela też nie była w stanie przedstawić naukowych dowodów na zagrożenie dla zdrowia nowego typu żywności. Zaś międzynarodowe koncerny spożywcze, takie jak Monsanto, wymusiły na UE wydanie zgody na uprawę kontrowersyjnych roślin.

Prawdziwa rewolucja dopiero jednak nadchodzi. Amerykańscy naukowcy pracują już nad leczniczymi odmianami warzyw i owoców czy gatunkami krów, które będą dawały mleko najlepiej nadające się do produkcji wybranych serów. Jeśli Bruksela nie będzie w stanie wykazać ich szkodliwości, zostanie zmuszona do wydania zgody na ich import i uprawę. “Postępu biotechnologicznego nie da się powstrzymać, nowinki i tak będą się wdzierały na rynek, choć nie da się udowodnić, że nie są szkodliwe” – przyznaje minister rolnictwa.

Jeden głębszy co dnia to gwarancja zdrowia

Badania trwały aż 20 lat i objęły 12 tysięcy kobiet i mężczyzn. Wynika z nich, że picie niewielkich ilości alkoholu znacznie obniża ryzyko pojawienia się chorób serca i układu krwionośnego.

Okazało się, że u osób, które w ciągu tygodnia piły od jednej do 14 doz alkoholu (jedna doza=10 mililitrów czystego spirytusu), ryzyko zachorowania na serce znacznie spadło. Co ważne – spadło o 30 procent w porównaniu do tych, którzy wiedli zdrowy tryb życia i w ogóle nie tykali napojów wyskokowych. A to oznacza, że jeden kieliszek wódki dziennie nie tylko nie szkodzi, ale pomaga dbać o serce.

Badano także osoby, które już wcześniej uskarżały się na problemy z układem krążenia. Okazało się, że w ich przypadku uprawianie sportu było tylko trochę korzystniejsze niż regularne picie alkoholu.

Jak łatwo się domyślić, najlepsze dla zdrowia jest uprawianie sportu połączone z sięganiem po niewielkie ilości alkoholu. Tu ryzyko zachorowania na serce spada aż o połowę – wynika z badań naukowców.

Niemcy: komputer i TV tylko dla dzieci od 3 lat

Dzieci w wieku poniżej trzech lat w ogóle nie powinny oglądać telewizji ani zabawiać się grami komputerowymi – tak brzmią zalecenia ekspertów niemieckiego resortu zdrowia.
Dzieci w wieku do lat pięciu nie powinny spędzać przed telewizorem i komputerem więcej niż pół godziny dziennie, a uczniowie szkół podstawowych – więcej niż godzinę.

Eksperci z federalnej agencji zajmującej się propagowaniem zdrowego trybu życia radzą też, by rodzice wybierali dzieciom do oglądania jeden konkretny program i żeby nie zostawiali swoich pociech samych przed telewizorem.

Dzieci nie powinny oglądać telewizji rano, przed pójściem do szkoły, podczas posiłków, ani bezpośrednio przed snem.

Zaleca się też, by dzieci w wieku poniżej 10 lat, jeśli już koniecznie chcą surfować po Internecie, robiły to wyłącznie pod nadzorem rodziców.

Jak poznać, że z dzieckiem dzieje się coś złego

Międzynarodowy zespół ekspertów opracował listę siedmiu objawów, które powinny zaniepokoić rodziców noworodków i opiekujących się nimi lekarzy
Inkubator na oddziale patologii i intensywnej terapii noworodka
Każdego roku na świecie umiera około 4 mln dzieci, które nie ukończyły pierwszego miesiąca życia. Do trzech czwartych z tych zgonów dochodzi w pierwszym tygodniu po przyjściu na świat. Głównymi przyczynami są: przedwczesny lub przebiegający z komplikacjami poród i zakażenia bakteryjne. Dr Martin Weber ze Światowej Organizacji Zdrowia wraz z międzynarodową grupą ekspertów postanowił sprawdzić, które z obserwowanych u dzieci objawów świadczą o poważnych kłopotach ze zdrowiem i powinny skłonić opiekunów dziecka do wizyty u specjalisty.

W badaniu udział wzięło 3177 noworodków (do szóstego dnia po przyjściu na świat) i 5712 noworodków i niemowlaków przed ukończeniem drugiego miesiąca życia. Analizowane przez zespół Webera dane pochodziły ze szpitali w Bangladeszu, Boliwii, Ghanie, Indiach, Pakistanie i Republice Południowej Afryki (do przeważającej części z owych 4 mln zgonów dochodzi właśnie w krajach rozwijających się).

Początkowo na stworzonej przez naukowców liście znajdowało się 31 objawów. Kolejne etapy badań pozwoliły zawęzić ją do 12, a w końcu do siedmiu najistotniejszych. Publikuje je najnowsze wydanie tygodnika “The Lancet”. Są to:

- przedłużające się problemy z karmieniem dziecka (maluch nie chce jeść);

- drgawki;

- sytuacja, w której dziecko nie porusza się spontanicznie, lecz jedynie w odpowiedzi na jakiś bodziec, np. dotknięcie przez rodzica;

- szybki oddech – 60 razy na minutę lub więcej;

- głęboki, świszczący oddech;

- temperatura ciała powyżej 37,5 st. C;

- temperatura ciała poniżej 35,5 st. C.

- Każda matka powinna być wyczulona na to, czy jej dziecko chce jeść, czy nie, czy porusza się samo, czy tylko wtedy, gdy ktoś je dotyka. Wiem, że to wydaje się bardzo proste, ale mimo to powinniśmy o tym bezustannie przypominać i promować tę wiedzę – powiedział Weber w wywiadzie dla agencji Reuters. – Liczbę zgonów wśród noworodków i niemowlaków będzie można skutecznie obniżyć tylko wtedy, gdy zostanie im zapewniony jak najszybszy dostęp do właściwego leczenia – dodał lekarz.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Następna strona »