Archive for the 'life' Category

Niemcy: komputer i TV tylko dla dzieci od 3 lat

Dzieci w wieku poniżej trzech lat w ogóle nie powinny oglądać telewizji ani zabawiać się grami komputerowymi - tak brzmią zalecenia ekspertów niemieckiego resortu zdrowia.
Dzieci w wieku do lat pięciu nie powinny spędzać przed telewizorem i komputerem więcej niż pół godziny dziennie, a uczniowie szkół podstawowych - więcej niż godzinę.

Eksperci z federalnej agencji zajmującej się propagowaniem zdrowego trybu życia radzą też, by rodzice wybierali dzieciom do oglądania jeden konkretny program i żeby nie zostawiali swoich pociech samych przed telewizorem.

Dzieci nie powinny oglądać telewizji rano, przed pójściem do szkoły, podczas posiłków, ani bezpośrednio przed snem.

Zaleca się też, by dzieci w wieku poniżej 10 lat, jeśli już koniecznie chcą surfować po Internecie, robiły to wyłącznie pod nadzorem rodziców.

Odkryto białko uszkadzające barierę krew-mózg

Białko o nazwie ALCAM służy aktywnym i potencjalnie niebezpiecznym komórkom układu odpornościowego do przekraczania bariery krew-mózg - informują naukowcy z Kanady na łamach pisma “Nature Immunology”.

W normalnych warunkach fizjologicznych krążenie krwi w mózgu jest oddzielone od krążenia reszty naszego organizmu, barierą krew- mózg, którą tworzą komórki wyściełające naczynia krwionośne. Jest to rodzaj zabezpieczenia mózgu, przez który przenikają tylko niezbędne cząsteczki.

U zdrowego człowieka do mózgu przedostaje się niewielka liczba komórek układu immunologicznego, inaczej dzieje się podczas chorób układu nerwowego przebiegających ze stanem zapalnym. Wówczas bariera krew-mózg zostaje osłabiona, a potencjalnie niebezpieczne aktywne komórki układu odpornościowego dostają się do centralnego układu nerwowego. Alexandre Prat wraz z zespołem z CHUM-Notre-Dame Hospital w Montrealu, odkrył, że białko ALCAM odpowiedzialne za przyleganie komórek pomaga komórkom układu odpornościowego przechodzić przez barierę krew-mózg. Naukowcy wykazali, że zablokowanie działania białka ALCAM łagodzi przebieg i rozwój choroby, która jest mysim odpowiednikiem stwardnienia rozsianego u ludzi.

Badacze zaobserwowali również, że w przepuszczaniu komórek układu immunologicznego przez barierę krew-mózg pomaga białku ALCAM, inna cząsteczka o nazwie ICAM1.

Autorzy pracy podkreślają, że w kolejnych badaniach trzeba będzie sprawdzić czy zahamowanie działania białka ALCAM okaże się pomocne w leczeniu chorób zapalnych układu nerwowego u ludzi.

SMS zamiast świątecznych kartek

Podczas świąt operatorzy sieci komórkowych przesyłają trzy do czterech razy więcej wiadomości SMS niż w pozostałe dni roku. Rośnie liczba osób składających sobie życzenia w ten sposób. Jednak w związku z obciążeniem sieci zdarza się, że świąteczne lub noworoczne życzenia dochodzą z kilkugodzinnym opóźnieniem.

„W ubiegłym roku z okazji świąt Bożego Narodzenia złożyliśmy sobie ok. 230 mln tekstowych życzeń‚ a z okazji Nowego Roku – ok. 320 mln. Gdyby dodać esemesy wysyłane za pośrednictwem podłączonych do Internetu komputerów, statystyki podniosą się o ok. 15 – 20 proc.” – czytamy w dzisiejszej „Rzeczpospolitej”.

<!—->

„Na dwa dni – Wigilię i sylwestra – przypadło ponad 2 proc. ze wszystkich 26 mld esemesów‚ jakie Polacy wysłali w 2006 r. Można szacować‚ że tylko przez te dwa dni polscy operatorzy GSM mieli 110 – 130 mln zł brutto przychodów z esemesów. Ich liczba w tym roku wzrośnie prawdopodobnie niewiele mniej niż w 2006‚ więc w te święta operatorzy mogą zyskać na nich 120 – 140 mln zł. Przychody nie rosną tak szybko, ponieważ ceny esemesów spadają. W całym 2007 r. krótkie wiadomości tekstowe przyniosą polskim operatorom 3‚5 – 4 mld zł brutto. To drugie co do wielkości źródło ich przychodów po zwykłych połączeniach telefonicznych” – czytamy dalej.

Niestety przesyłając życzenia drogą esemesową musimy pamiętać, że mogą one nie dotrzeć do adresata natychmiast. W związku z przeciążeniem sieci może to potrwać nawet kilka godzin. W związku z tym operatorzy radzą wysyłać życzeniowe wiadomości odpowiednio wcześniej, zwłaszcza w sylwestra.

Więcej na ten temat w dzisiejszej „Rzeczpospolitej”, w artykule Łukasza Deca „SMS: świąteczne szaleństwo”.

Dzieci spod mikroskopu, czyli wszystko o zapłodnieniu in vitro

Trwa burzliwa dyskusja na temat zapłodnienia in vitro. Padają pytania: Refundować czy nie? Czy to metoda leczenia, czy tylko eksperyment medyczny? Ile Polaków z niej korzysta, a ilu więcej mogłoby skorzystać?

Jedno trzeba stwierdzić jasno - zapłodnienie in vitro (IVF) jest metodą leczenia, która pomogła tysiącom ludzi. Musi nią być, skoro chorobą jest niepłodność, a z nią przecież walczymy za pomocą IVF. Takiego stanowiska broni, i to od lat, Światowa Organizacja Zdrowia, która ma tu głos decydujący. Sprawa jest o tyle poważna, że niepłodność to choroba społeczna, czyli dotykająca dużej części populacji. Jak się szacuje, w Polsce, podobnie jak w całej Europie, problemy z poczęciem dziecka ma co szósta para. Tymczasem w naszym kraju wykonuje się 3-3,5 tys. tzw. cykli wspomaganego rozrodu rocznie. A powinno się, zdaniem ekspertów, co najmniej 25-28 tys.Na czym polega zapłodnienie in vitro?

Na początku kobiecie podaje się hormony. Dzięki temu jajniki w pojedynczym cyklu są w stanie wytworzyć nie jedną, lecz kilka, a nawet kilkanaście, komórek jajowych. Z reguły pobiera się ich od 5 do 15. Nie wszystkie nadają się do zapłodnienia. Wybiera się tylko te w pełni dojrzałe (choć istnieją już techniki, dzięki którym jajeczka są w stanie dojrzeć również w laboratorium). Jajeczka łączy się z plemnikami, w wyniku czego dochodzi do zapłodnienia i powstania zarodków. Do macicy wszczepia się maksymalnie dwa z nich, choć ostatnio lekarze najczęściej decydują się tylko na jeden. Reszta zarodków jest zamrażana. - Trzeba wyraźnie powiedzieć, że mrożenie embrionów wcale nie kończy się ich śmiercią. To wręcz umożliwia im przeżycie. W Polsce nikt zarodków nie niszczy i nigdy nie niszczył - mówi “Gazecie” dr Katarzyna Kozioł z warszawskiej Przychodni Leczenia Niepłodności “nOvum”.

Problem z “nadprogramowymi” zarodkami jest głównym punktem spornym w dyskusji zwolenników i przeciwników in vitro. Przeciwnicy podnoszą właśnie argument, że zarodki, które nie będą wykorzystane podczas IVF, zginą. Zwolennicy przypominają, że dana para może zapragnąć więcej potomstwa (tak się często dzieje - rekordziści z kliniki nOvum doczekali się już piątki pociech). Wiele klinik na samym początku prosi też swoich pacjentów o podpisanie dokumentu, w którym zobowiązują się, że w przypadku, gdy dojdą do wniosku, że nie chcą mieć już więcej dzieci, swoje zarodki przekażą innej parze.

Faktem jednak jest, że zawsze jakieś zarodki pozostaną. Dlatego wiele osób wskazuje rozwiązanie, które mogłoby stanowić nić porozumienia. Chodzi o to, by w ramach IVF doprowadzać do powstania dokładnie takiej liczby zarodków, jaka potem będzie wykorzystana. Takie prawo obowiązuje np. we Włoszech. Gdy dana para chce mieć dziecko, zapładnia się tylko jedno lub dwa jajeczka i od razu się je wszczepia. Gdy terapia się nie powiedzie, cały proces powtarza się od początku, bez zamrażania i przechowywania zarodków.

Warto wspomnieć, że takie właśnie były początki IVF. Od matki, która urodziła słynną Louise Brown (pierwsze poczęte 29 lat temu metodą in vitro dziecko) pobrano tylko jedną komórkę jajową. Przez lata opierano się na naturalnym cyklu kobiet i pobierano od nich jedno, góra dwa jajeczka. Nie stosowano stymulacji hormonalnej, co miało zarówno zalety, jak i wady. Zaletą jest to, że unikano w ten sposób obciążenia dodatkowymi hormonami, a te nigdy nie są obojętne dla organizmu kobiety. Wadą - o około połowę mniejsza skuteczność IVF, co może narazić pacjentkę na kolejne zabiegi. Właśnie w celu podniesienia skuteczności wprowadzono hormony. - Wygląda na to, że być może trzeba będzie cofnąć się do początków - mówi dr Kozioł.

Techniki wspomaganego rozrodu

Wyróżniamy cztery podstawowe techniki wspomaganego rozrodu, czyli tzw. ART (Assisted Reproductive Technics).

Klasyczne zapłodnienie in vitro (IVF). Metodę stosuje się, gdy oba jajowody są niedrożne lub nie ma ich w ogóle. Z jajników pobiera się komórki jajowe i umieszcza razem z plemnikami na specjalnym podłożu. Jeżeli dojdzie do zapłodnienia, zarodek po 2-5 dniach wszczepiany jest bezpośrednio do macicy. Sam zabieg kosztuje ok. 5-6 tys. zł., wcześniejsza kuracja hormonalna - 2-3 tys. zł.

Bardziej zaawansowaną techniką jest tzw. dokomórkowe wstrzykiwanie plemników (ICSI). Stosuje się je, gdy w nasieniu mężczyzny jest zbyt mało plemników lub nie ma ich wcale. Pobiera się je wtedy bezpośrednio z najądrzy bądź jąder. Wyselekcjonowany plemnik jest wstrzykiwany do komórki jajowej pod mikroskopem przy użyciu specjalnych narzędzi. Zabieg kosztuje ok. 1 tys. zł więcej niż w klasycznym IVF.

Istnieją jeszcze dwie inne metody: tzw. dojajowodowe przeniesienie plemników i jajeczka (GIFT) oraz dojajowodowe przeniesienie zarodka (ZIFT). W GIFT, jeśli co najmniej jeden jajowód jest drożny, umieszcza się w nim pobrane wcześniej plemniki i gotowe do zapłodnienia jajeczka. W ZIFT jajeczko jest zapładniane w laboratorium, a powstały w ten sposób zarodek umieszczany jest w drożnym jajowodzie. Dziś zarówno GIFT, jak i ZIFT praktycznie wyszły z użycia. W obydwu przypadkach konieczna jest bowiem operacja z całkowitym znieczuleniem kobiety. Przy klasycznym zapłodnieniu in vitro oraz dokomórkowym wstrzykiwaniu plemników nie ma takiej potrzeby. Do pobrania jajeczek wystarcza znieczulenie miejscowe, a wszczepienie zarodka do macicy nie wymaga nawet tego, bo w ogóle nie boli.

Zgodnie z dzisiejszą wiedzą naukową techniki wspomaganego rozrodu są bezpieczne - ryzyko wystąpienia jakichkolwiek zaburzeń rozwoju płodu jest takie samo jak przy naturalnym poczęciu. Są też skuteczne - szanse na zajście w ciążę podczas jednego cyklu zapłodnienia in vitro wynoszą ok. 20-25 proc. (w najlepszych klinikach skuteczność sięga 40 proc.) To nawet trochę więcej niż w przypadku zdrowej, regularnie współżyjącej pary.

W większości krajów Unii Europejskiej, m.in. we Francji, w Wielkiej Brytanii, Chorwacji, na Węgrzech, w Słowenii czy Czechach państwo refunduje zabiegi wspomaganego rozrodu, a przynajmniej kilka pierwszych cykli.

Źródło: Gazeta Wyborcza