Więcej lokujemy w bankach, niż od nich pożyczamy

Ofensywa banków kuszących do oszczędzania na lokatach i rachunkach coraz wyższymi odsetkami daje efekty. Trzeci już miesiąc gospodarstwa domowe oddają bankom więcej pieniędzy, niż od nich pożyczają - pisze “Dziennik”.

“Jak wynika z najnowszych danych NBP w lutym wartość bankowych oszczędności gospodarstw domowych wzrosła o prawie 6,5 mld zł, podczas gdy przyrost kredytów sięgnął 3,9 mld zł. Wprawdzie nie było już tak dobrze jak w styczniu, gdy do
okienek bankowych Polacy przynieśli niemal 13 mld zł, ale wynik i tak jest bardzo dobry.”, czytamy.
“- W styczniu mieliśmy wyjątkową sytuację. Z funduszy inwestycyjnych odpłynęło wówczas 11,3 mld zł, a w lutym już tylko około 1 mld zł - zauważa Marek Głiwny z MultiBanku. Zdaniem Ernesta Pytlarczyka, ekonomisty BRE Banku, depozytom sprzyja kilka czynników. Na pierwszym miejscu jest ucieczka z wciąż niepewnego rynku kapitałowego. - Na dodatek zbiegło się to w czasie z przyhamowaniem cen na rynku nieruchomości, w który angażowało się już wielu zamożnych Polaków, a teraz się z niego wycofują również, przechodząc z kapitałem do banków - dodaje. Według Pytlarczyka cześć przyrostu oszczędności to także efekt zamiany dolarowych zaskórniaków Polaków na złotówki, które w końcu decydują się włożyć na atrakcyjne oprocentowane lokaty.”, czytamy dalej.

W ostatnich tygodniach znacząco wzrosło oprocentowanie lokat w bankach. Obecnie coraz łatwiej znaleźć lokatę roczną przynoszącą zysk w wysokości 6 proc. Odkładając pieniądze na dwa lata można zarobić nawet 7 proc. Rośnie także oprocentowanie kont oszczędnościowych - 5 proc. oferuje już kilka instytucji.

Zmutowana żywność zaleje nasze sklepy

Polska nie będzie słynęła z ekologicznych upraw. Rośliny, które wyrosną na polskich polach, już od przyszłego roku będą w części zmodyfikowane genetycznie. Minister rolnictwa zdradził DZIENNIKOWI, że Unia nie dopuści do tego, by polski rząd zakazał mutowania upraw. Każdy rolnik będzie więc mógł zasiać np. - brzmiącą złowieszczo - kukurydzę MON810.

Polska nie będzie krajem wolnym od roślin genetycznie modyfikowanych. Jeszcze w tym roku polscy rolnicy zyskają prawo do ich uprawy - zapowiada w rozmowie z DZIENNIKIEM minister rolnictwa Marek Sawicki.

To bezpośredni efekt poniedziałkowego upomnienia Komisji Europejskiej. Według Brukseli Polska nie przedstawiła Komisji żadnych naukowych argumentów, które dowodziłyby szkodliwości roślin modyfikowanych genetycznie. Polski rząd chciał, aby nasz kraj został uznany za “wolny od GMO”, czyli taki, w którym uprawa roślin zmienionych genetycznie jest zakazana, podobnie jak hodowla zwierząt karmionych paszami z takich upraw. Poza Polską także Włochy, Austria i Słowenia starały się o uzyskanie zakazu uprawy GMO.

Minister Marcek Sawicki zapowiada, że po dostosowaniu polskiego prawa do wymagań UE każdy rolnik będzie mógł zasiać pole roślinami GMO, choć tak oddzielonymi od reszty upraw, aby zmienione nasiona nie przedostały się do środowiska. Na razie Bruksela zezwala jedynie na uprawę jednej rośliny - kukurydzy MON 810, która jest odporna na omocnicę prosowiankę. Jej zasiew jest dla rolników opłacalny, bo nie muszą obawiać się szkodników. Jednak w kolejce na zgodę Unii czeka już szereg innych roślin genetycznie zmodyfikowanych, które będą mogły być uprawiane w naszym kraju. Wśród nich szczególnie popularna może okazać się soja przeznaczona na pasze. Zapowiadana przez Marka Sawickiego zmiana przepisów oznacza także, że możliwy będzie import do naszego kraju nie tylko pasz, ale także produktów GMO bezpośrednio przeznaczonych do konsumpcji. A wśród nich nowe odmiany buraka i kukurydzy.

Unia Europejska została zmuszona do zniesienia zakazu importu żywności GMO, podobnie jak teraz Polska. Tyle, że pod naciskiem Stanów Zjednoczonych. Bruksela też nie była w stanie przedstawić naukowych dowodów na zagrożenie dla zdrowia nowego typu żywności. Zaś międzynarodowe koncerny spożywcze, takie jak Monsanto, wymusiły na UE wydanie zgody na uprawę kontrowersyjnych roślin.

Prawdziwa rewolucja dopiero jednak nadchodzi. Amerykańscy naukowcy pracują już nad leczniczymi odmianami warzyw i owoców czy gatunkami krów, które będą dawały mleko najlepiej nadające się do produkcji wybranych serów. Jeśli Bruksela nie będzie w stanie wykazać ich szkodliwości, zostanie zmuszona do wydania zgody na ich import i uprawę. “Postępu biotechnologicznego nie da się powstrzymać, nowinki i tak będą się wdzierały na rynek, choć nie da się udowodnić, że nie są szkodliwe” - przyznaje minister rolnictwa.

Pakiet Microsoft Office z neostradą

Do końca stycznia 2008 roku klienci, którzy kupią neostradę lub przedłużą umowę na korzystanie z tej usługi przez stronę www.tp.pl, dostaną pakiet „Office 2007 dla użytkowników domowych\” lub odtwarzacz mp3 ZEN STONE.

Oferta jest skierowana do klientów, którzy korzystając z formularza dostępnego na stronie www.tp.pl złożą zamówienie na neostradę tp. Promocja z pakietem Office dotyczy opcji 1024, 2048 lub 6144 w umowie na 24 lub 36 miesięcy, na warunkach aktualnych ofert terminowych „megaInternet” lub „mała cena”. Odtwarzacz mp3 można otrzymać niezależnie od tego, którą z opcji neostrady tp klient wybierze.

Pakiet „Office 2007 dla użytkowników domowych” obejmuje programy Word, Excel, PowerPoint i OneNote. To oprogramowanie biurowe pozwala szybko i łatwo tworzyć dokumenty, arkusze kalkulacyjne i prezentacje oraz organizować notatki i informacje w jednym miejscu.

Zamawiając neostradę przez internet klient otrzyma „Office 2007 dla użytkowników domowych” w prezencie, oszczędzając w ten sposób 199 zł, które musiałby wydać na ten pakiet w sklepie.

Odtwarzacz mp3 ZEN Stone ma pamięć o pojemności 1 GB, co pozwala zapisać kilkaset piosenek. Wbudowany akumulator zapewnia mu do 10 godzin słuchania muzyki w plikach MP3, WMA (DRM9) lub Audible.

www.tp.pl

Grube ryby straciły miliony na warszawskim parkiecie

Załamanie na warszawskim parkiecie nie oszczędziło nawet czołowych inwestorów. Straty liczy nie tylko kilkaset tysięcy drobnych inwestorów, 3 mln oszczędzających w funduszach i ponad 13 mln przyszłych emerytów, ale sam szczyt góry lodowej, czyli Leszek Czarnecki, Roman Karkosik, Ryszard Krauze – pisze Gazeta Wyborcza.

„Leszek Czarnecki to największy prywatny inwestor na warszawskiej giełdzie. Na koniec 2007 r. wartość pakietu akcji jego dewelopera LC Corp, Noble Banku, Geting Holding i Towarzystwa Ubezpieczeniowego sięgała 9,6 mld zł. Przecena, jaka od początku roku pustoszy warszawski parkiet, uszczupliła giełdowy majątek Czarneckiego o ponad 700 mln zł. Setki milionów straciły także inne tuzy warszawskiego parkietu: Michał Sołowow mający w portfelu np. dewelopera Echo Investment, rodzina Karkosików (branża chemiczna i hutnicza), poszukujący z Petrolinvestem ropy w Kazachstanie Ryszard Krauze czy główny właściciel czołowego dewelopera J.W.Construction Józef Wojciechowski” – czytamy w Gazecie Wyborczej.

„A miało być tak pięknie. Styczeń to tradycyjnie miesiąc intensywnych zakupów funduszy inwestycyjnych, które po zamknięciu ksiąg za poprzedni rok mogą bardziej ryzykownie inwestować w akcje. Dlatego inwestorzy wzorem poprzednich lat spodziewali się tzw. efektu stycznia. Na razie mamy “defekt stycznia”. Obawy przed recesją w USA sprawiły, że akcje parzą inwestorów w ręce na całym świecie. Skala spadków indeksów na warszawskiej giełdzie podczas zaledwie ośmiu styczniowych sesji jest bardzo niepokojąca. Wskaźnik dwudziestu największych spółek WIG20 stracił 7 proc. Gorzej jest na rynku małych i średnich spółek. Wskaźnik maluchów sWIG80 poszybował w dół 11 proc., a średniaków - aż 15 proc. Z tej statystyki można wnioskować, że teoretycznie najmniejsze straty ponieśli zagraniczni inwestorzy, którzy przede wszystkim handlują papierami największych spółek i mają ok. 30-proc. udział w obrotach giełdy” – podaje dziennik.

„Nerwów na wodzy na równi z zagranicą nie utrzymali za to indywidualni inwestorzy i zarządzający krajowymi funduszami inwestycyjnymi, którzy od lat interesują się przede wszystkim małymi i średnimi spółkami. Powód? Kursy tych firm są bardziej zmienne niż blue chipów, co w czasie kilkuletniej hossy pozwalało je mocno windować” – donosi Gazeta Wyborcza.

„Koniunkturę na popularne MiŚ-ie (małe i średnie spółki) wykorzystały towarzystwa funduszy inwestycyjnych, które utworzyły wiele specjalistycznych funduszy kupujących właśnie akcje takich firm. Dopóki trwała hossa, dopóty były one w czołówce pod względem zysków. Dlatego przyciągały rzesze chętnych - u szczytu popularności wiosną 2007 r. zarządzały one kwotą ok. 13 mld zł. Nasi oszczędzający powierzyli im z grubsza co dziesiątą złotówkę, jaką wpłacili do funduszy. Od pół roku zarządzający MiŚ-ami liczą już straty” – czytamy dalej w dzienniku.

Przy obecnych spadkach na giełdzie inwestorzy odwracają się od rynku akcji, coraz większe zainteresowanie widać na rynku surowcowym. Kursy złota biją historyczne rekordy, notowania tego kruszcu są już bliskie 900 USD za uncję. Skąd tak wysoka cena złota? Niskie stopy procentowe sprawiają, że obligacje są coraz mniej atrakcyjne w porównaniu z kruszcem. Słaby dolar sprawia, że złoto staje się tańsze dla inwestorów spoza USA. To wywołuje zwiększony popyt na złoto, czego wynikiem jest wyższa cena.

Więcej w Gazecie Wyborczej, w artykule Tomasza Pruska, pt. „Kto przegrywa majątek na GPW?”.

Minister zdrowia Ewa Kopacz chce oddłużać szpitale przez emisję obligacji

Minister zdrowia Ewa Kopacz chce oddłużyć szpitale. Od kilku dni omawia to z ministrem finansów Jackiem Rostowskim - dowiedziała się “Gazeta Wyborcza”.

Propozycję oddłużenia Kopacz chciała przedstawić obradującemu 11 i 12 stycznia w Warszawie zjazdowi Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Informację tę potwierdza przewodniczący klubu PO Zbigniew Chlebowski. Dodaje, że jest to jeden z elementów planowanej przez Platformę reformy ochrony zdrowia.

Długi szpitali- według różnych szacunków- wynoszą od 4 do 6 miliardów złotych. Od stycznia rosną, bo zdrożała praca lekarzy. W ramach etatu mogą pracować 48 godzin tygodniowo. Za to, by być w pracy dłużej, domagają się podwyżek. Kontrakty szpitali z NFZ tego nie uwzględniają.

Chlebowski tłumaczy, że minister Kopacz chodzi o to, aby likwidację długów szpitali sfinansować z emisji obligacji, które byłyby sprzedawane bezpośrednio inwestorom. Organy założycielskie Zakładów Opieki Zdrowotnej wyemitowałyby obligacje 20-letnie gwarantowane przez Skarb Państwa, a w przyszłości może nawet wykupione przez państwo.

Takie rozwiązanie wynika z faktu, że wiele szpitali jest tak zadłużonych, że nawet jakby chciały przekształcić się w spółkę prawa handlowego, to nie zdoła tego zrobić. Od razu musiałyby ogłosić upadłość. Więcej w “Gazecie Wyborczej”

Jeden głębszy co dnia to gwarancja zdrowia

Badania trwały aż 20 lat i objęły 12 tysięcy kobiet i mężczyzn. Wynika z nich, że picie niewielkich ilości alkoholu znacznie obniża ryzyko pojawienia się chorób serca i układu krwionośnego.

Okazało się, że u osób, które w ciągu tygodnia piły od jednej do 14 doz alkoholu (jedna doza=10 mililitrów czystego spirytusu), ryzyko zachorowania na serce znacznie spadło. Co ważne - spadło o 30 procent w porównaniu do tych, którzy wiedli zdrowy tryb życia i w ogóle nie tykali napojów wyskokowych. A to oznacza, że jeden kieliszek wódki dziennie nie tylko nie szkodzi, ale pomaga dbać o serce.

Badano także osoby, które już wcześniej uskarżały się na problemy z układem krążenia. Okazało się, że w ich przypadku uprawianie sportu było tylko trochę korzystniejsze niż regularne picie alkoholu.

Jak łatwo się domyślić, najlepsze dla zdrowia jest uprawianie sportu połączone z sięganiem po niewielkie ilości alkoholu. Tu ryzyko zachorowania na serce spada aż o połowę - wynika z badań naukowców.

Niemcy: komputer i TV tylko dla dzieci od 3 lat

Dzieci w wieku poniżej trzech lat w ogóle nie powinny oglądać telewizji ani zabawiać się grami komputerowymi - tak brzmią zalecenia ekspertów niemieckiego resortu zdrowia.
Dzieci w wieku do lat pięciu nie powinny spędzać przed telewizorem i komputerem więcej niż pół godziny dziennie, a uczniowie szkół podstawowych - więcej niż godzinę.

Eksperci z federalnej agencji zajmującej się propagowaniem zdrowego trybu życia radzą też, by rodzice wybierali dzieciom do oglądania jeden konkretny program i żeby nie zostawiali swoich pociech samych przed telewizorem.

Dzieci nie powinny oglądać telewizji rano, przed pójściem do szkoły, podczas posiłków, ani bezpośrednio przed snem.

Zaleca się też, by dzieci w wieku poniżej 10 lat, jeśli już koniecznie chcą surfować po Internecie, robiły to wyłącznie pod nadzorem rodziców.

Jak poznać, że z dzieckiem dzieje się coś złego

Międzynarodowy zespół ekspertów opracował listę siedmiu objawów, które powinny zaniepokoić rodziców noworodków i opiekujących się nimi lekarzy
Inkubator na oddziale patologii i intensywnej terapii noworodka
Każdego roku na świecie umiera około 4 mln dzieci, które nie ukończyły pierwszego miesiąca życia. Do trzech czwartych z tych zgonów dochodzi w pierwszym tygodniu po przyjściu na świat. Głównymi przyczynami są: przedwczesny lub przebiegający z komplikacjami poród i zakażenia bakteryjne. Dr Martin Weber ze Światowej Organizacji Zdrowia wraz z międzynarodową grupą ekspertów postanowił sprawdzić, które z obserwowanych u dzieci objawów świadczą o poważnych kłopotach ze zdrowiem i powinny skłonić opiekunów dziecka do wizyty u specjalisty.

W badaniu udział wzięło 3177 noworodków (do szóstego dnia po przyjściu na świat) i 5712 noworodków i niemowlaków przed ukończeniem drugiego miesiąca życia. Analizowane przez zespół Webera dane pochodziły ze szpitali w Bangladeszu, Boliwii, Ghanie, Indiach, Pakistanie i Republice Południowej Afryki (do przeważającej części z owych 4 mln zgonów dochodzi właśnie w krajach rozwijających się).

Początkowo na stworzonej przez naukowców liście znajdowało się 31 objawów. Kolejne etapy badań pozwoliły zawęzić ją do 12, a w końcu do siedmiu najistotniejszych. Publikuje je najnowsze wydanie tygodnika “The Lancet”. Są to:

- przedłużające się problemy z karmieniem dziecka (maluch nie chce jeść);

- drgawki;

- sytuacja, w której dziecko nie porusza się spontanicznie, lecz jedynie w odpowiedzi na jakiś bodziec, np. dotknięcie przez rodzica;

- szybki oddech - 60 razy na minutę lub więcej;

- głęboki, świszczący oddech;

- temperatura ciała powyżej 37,5 st. C;

- temperatura ciała poniżej 35,5 st. C.

- Każda matka powinna być wyczulona na to, czy jej dziecko chce jeść, czy nie, czy porusza się samo, czy tylko wtedy, gdy ktoś je dotyka. Wiem, że to wydaje się bardzo proste, ale mimo to powinniśmy o tym bezustannie przypominać i promować tę wiedzę - powiedział Weber w wywiadzie dla agencji Reuters. - Liczbę zgonów wśród noworodków i niemowlaków będzie można skutecznie obniżyć tylko wtedy, gdy zostanie im zapewniony jak najszybszy dostęp do właściwego leczenia - dodał lekarz.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Nastolatka problem z wagą

Miejsce w klasowym rankingu popularności, liczba godzin spędzonych na rolkach czy rowerze oraz to, jak często cała rodzina spotyka się przy wspólnym posiłku - wszystkie te czynniki mogą wpływać na to, czy dziecko ma nadwagę

Kilkanaście procent nastolatek i nastolatków z krajów rozwiniętych, w tym z Polski, ma problem z nadwagą lub wręcz z otyłością. I, niestety, odsetek ten zwiększa się z każdym rokiem. Lekarze nie mają wątpliwości - to jeden z najpoważniejszych problemów współczesnej medycyny. Na łamach najnowszego wydania “Archives of Pediatrics & Adolescent Medicine” ukazały się wyniki trzech badań poświęconych metodom walki z nadwagą u młodych ludzi i czynnikom, które zwiększają jej ryzyko.

Brak popularności szkodzi

Zespół z harwardzkiej Szkoły Zdrowia Publicznego kierowany przez Adinę Lemeshow postanowił sprawdzić, jak na wagę nastolatek wpływa ich popularność i akceptacja przez rówieśników. W programie wzięło udział prawie 4,5 tys. dziewcząt w wieku 12-18 lat. W wypełnianej przez nie ankiecie oprócz pytań o wzrost, wagę, dietę i liczbę godzin spędzanych przed telewizorem znalazł się również ranking szkolnej popularności. Na szczycie skali (10 pkt) znalazły się osoby najbardziej podziwiane, z którymi wszyscy chcieli się przyjaźnić. Na dole (0 pkt) te odrzucane przez rówieśników. Każda z ankietowanych miała zaznaczyć, które jej zdaniem miejsce w rankingu zajmuje.

Dwa lata później Lemeshow ponownie skontaktowała się z nastolatkami i sprawdziła, jak w tym czasie zmieniła się ich waga. Okazało się, że w porównaniu ze szkolnymi gwiazdami ryzyko przytycia wśród nastolatek, które umieściły się w dolnej części rankingu popularności, było prawie o 70 proc. większe. - Od dawna wiadomo, że zła dieta i brak ćwiczeń zwiększają ryzyko przytycia. Teraz pokazaliśmy, że równie ważne są samoocena i relacje z rówieśnikami - komentuje Lemeshow. - Powinni o tym pamiętać rodzice, nauczyciele, lekarze i wszyscy inni zaangażowani w profilaktykę otyłości u młodych ludzi.

Rolka, deskorolka, rower

Zbyt duża waga w okresie dorastania jest obecnie najważniejszym prognostykiem otyłości w życiu dorosłym. Jak się szacuje, 85 proc. otyłych nastolatków nie udaje się zrzucić wagi po wejściu w dorosłość.

Najlepszy w walce z nadwagą jest sport - wynika z badań przeprowadzonych przez ekspertów z amerykańskiej Administracji ds. Żywności i Leków. W 1996 r. zespół kierowany przez Davida Menschika zebrał dane od 3345 uczniów szkół średnich. Oprócz pytań o aktualną wagę Menschik interesował się rodzajem i częstotliwością uprawianych przez dzieciaki sportów. Ankietę powtórzył pięć lat później, gdy badani osiągnęli pełnoletność. Okazało się, że u nastolatków, którzy codziennie mieli w szkole lekcję WF-u, ryzyko rozwoju otyłości było o 20 proc. mniejsze niż u nastolatków, których szkoły nie dbały tak bardzo o rozwój fizyczny swoich uczniów. Jeszcze lepiej wyglądała sytuacja osób, które po lekcjach co najmniej cztery razy w tygodniu uprawiały sport na własną rękę. Ryzyko posiadania zbędnych kilogramów w wieku dorosłym było w ich przypadku mniejsze prawie o połowę. Dyscyplinami sportu, które okazały się najskuteczniejsze w zapobieganiu otyłości, były: jazda na rolkach, deskorolce i rowerze.

Rodzina je razem

Dianne Neumark-Sztainer z Uniwersytetu w Minnesocie zajęła się problemami takimi, jak: objadanie się, prowokowanie wymiotów czy stosowanie środków przeczyszczających i moczopędnych. Takie zachowania mogą prowadzić do depresji, gwałtownego tycia lub wręcz przeciwnie - anoreksji czy bulimii.

Naukowcy z Minnesoty postanowili zbadać, czy i w jakim stopniu mogą przed nimi chronić wspólne rodzinne posiłki. Ankietę zawierającą pytania o wagę, stosunki z rodzicami i rodzeństwem oraz sposób odżywiania się wypełniło w 1994 r. ponad 2,5 tys. uczniów 31 szkół średnich. Te same pytania powtórzono im dziesięć lat później. Okazało się, że nastoletnie dziewczęta, które jedzą ze swoją najbliższą rodziną pięć lub więcej posiłków tygodniowo, znacznie rzadziej w trosce o swoją wagę sięgają po środki przeczyszczające, moczopędne lub prowokują wymioty.

Co ciekawe, w przypadku chłopców takiego związku nie stwierdzono. Neumark-Sztainer próbuje tłumaczyć to tym, że chłopcy i dziewczynki wynoszą z rodzinnych posiłków trochę inne doświadczenia. - Dziewczynki są z reguły bardziej w nie zaangażowane, choćby poprzez pomoc w ich przygotowaniu. W odróżnieniu od chłopców, mogą też być bardziej wrażliwe na panujące wewnątrz rodziny stosunki. Jeżeli te są prawidłowe i rodzina jest ze sobą naprawdę blisko, a przejawem tego mogą być właśnie wspólne śniadania, obiady i kolacje, dorastająca dziewczyna będzie z tego czerpała więcej korzyści niż jej dorastający brat - tłumaczy.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Jubileuszowy ranking szkół średnich

Zdolni i pracowici uczniowie, oddani swojej pracy nauczyciele, mądrze zarządzający dyrektorzy - to najkrótszy i najlepszy “przepis” na dobrą szkołę. Właśnie takie szkoły są nagradzane w Ogólnopolskim Rankingu Szkół Ponadgimnazjalnych “Perspektyw” i “Rzeczpospolitej”, który w tym roku zostanie zaprezentowany po raz dziesiąty.
Podstawowym kryterium Ogólnopolskiego Rankingu Szkół Ponadgimnazjalnych są sukcesy uczniów w olimpiadach przedmiotowych finansowanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Kapituła układająca listę składa się z przewodniczących komitetów głównych tych naukowych zawodów.

W tym roku jej obradom przewodniczył Waldemar Siwiński - prezes Fundacji Edukacyjnej “Perspektywy”, członek International Ranking Experts Group. - Zajęliśmy się rankingami edukacyjnymi 16 lat temu, pierwszy był Ranking Liceów Warszawskich - mówi. - Inspiracją były dla mnie były podobne przedsięwzięcia opracowywane we Francji. Byłem przekonany, że w naszym kraju coś takiego także jest bardzo potrzebne.

Minister Edukacji Narodowej ufundowała nagrodę dla najlepszej w rankingu szkoły działającej w miejscowości mającej poniżej 5 tysięcy mieszkańców. W tym roku laptop i rzutnik multimedialny otrzyma Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych w Kotowie.

Ogłoszenie wyników X Jubileuszowego Ogólnopolskiego Rankingu Szkół Ponadgimnazjalnych, które odbędzie się 10 stycznia o godz. 12.00 w Dużej Auli Politechniki Warszawskiej.

Następna strona »